The world poured back and forth
between their eyes once or twice
(Anne Carson)
Coś tam we mnie i burza tego dnia
Urywa się w progu, który przestępujesz
Z nieaktualnym uśmiechem na poprzedniej
Twarzy, z blaskiem południowego słońca
Na wieczornym czole.
I w oku zamarzają rzęsiste krople
Deszczu jak wypieszczone w morzu
Kawałki szkła i wszystko zaraz się rozpuści
Jak kolorowe masło, w mgnieniu
Słońca, w trzaśnięciu zamykanych drzwi, w szczerym
Wspomnieniu powietrza sprzed deszczu,
W nadziei na nowy blask. Pół ciebie tam,
Pół tu, a wchodząc masz za sobą błyskotliwą
Armię lustrzanych zajączków, wypuszczasz je
Na momentalny rekonesans.
Nie da się ich złapać. Moje gesty
Odzwierciedlają twój chwilowy taniec,
Symetria na wieki wieków, tak
Myślimy, a słońce zachodzi nam na progu
Gdzie moglibyśmy czasem
Się spotkać spotkać spotkać.
(j. fiedorczuk, przejście [w:] bio)
od rana wiedziałam, że to nie będzie dobry dzień. wszystko leciało mi z rąk, teksty nijak nie chciały się pisać, miałam ochotę wysłać maila do redakcji, że mam gdzieś deadline, że chcę wejść pod kołdrę z książką i tak już zostać do wieczora. pod kołdrę co prawda nie weszłam, ale i tak zrobiłam sobie wolne i na razie nie myślę, co czeka mnie w poniedziałek i wtorek, kiedy będę tonąć w literach.
kolejny już wieczór zaklinam gorącą czekoladą, blaskiem świec, płytą sleepwalk duetu kucz/kulka.
nic nie smakuje tak dobrze jak oliwa truflowa z bagietką.
jestem coraz szczęśliwszą osobą.