marta gessler donosi, że jednym z trendów kulinarnych w 2010 r. będzie trend, który nazwano "I, me, mine" co oznacza indywidualizm gustów i potrzeb. a zatem najlepsze będzie to, co przygotuję sama. a także powrót do smaków dzieciństwa i domowych obiadów.
na dobry początek postanowiłam więc przyrządzić rosół, którego jak dotąd nie miałam odwagi zrobić. bo o dobry rosół wcale nie jest łatwo. najlepszy jaki jadłam, robi moja mama.
tymczasem rozgrzewam się zupą z kukurydzy z dodatkiem chilli i kurkumy. ma piękny zółty kolor. uwielbiam jeść ją w mroźny dzień. w pochmurny mam słońce na talerzu.
wczorajsze spotkanie z agnieszką sprawia, że wracam do domu jak na skrzydłach. mam szczęście, że są w moim zyciu osoby, które inspirują, z którymi mogę po prostu pomilczeć nad filiżanką kawy. które wnoszą do mojego życia nową jakość.
tegoroczne urodziny należały do jednych z najzabawniejszych. miałam bolący od śmiechu brzuch.
mam 27 lat.
w kieszeni bilety na koncert gaby kulki i kucza. do teatru na spektakl "martwa królewna". nową sukienkę. w powietrzu czułam dziś wiosnę.
sięgnęłam po tę książkę po lekturze kilku entuzjastycznych recenzji.
przyznaję jednak, że dziennik jaskółki
mnie nie wciągnął, nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. to jedna z wielu
krótkich form autorki amelie nothomb. bohaterem jest mężczyzna, który po
zawodzie miłosnym, odkrywa sens swego życia w zabijaniu. towarzyszy mu w tej
czynności muzyka zespołu radiohead i to pewnie jedyny powód, przez który
zapamiętam tę prozę.
myślałam wczoraj o książkach
najważniejszych w swoim życiu i ich lista wygląda następująco:
1. jonathan safran foer – strasznie głośno, niesamowicie blisko
2. majgull axelsson – dom augusty
3. lars saabye christensen.-
półbrat
4. tomek tryzna – panna
nikt
5. wiesław myśliwski – widnokrąg
6. krystyna miłobędzka – zbierane
7. małgorzata saramonowicz – siostra
8. michaił bułhakow – mistrz
i małgorzata
9. herta Muller – sercątko
10. lucy maud montgomery –ania z zielonego wzgórza
śnią mi się osoby, które były ważne w moim życiu i których już przy mnie nie ma. a także ja, próbująca rozwiązać zadanie z geometrii na lekcji matematyki. stoję na środku sali i krzyczę do nauczycielki, że nie mam wyobraźni przestrzennej, nie mam wyobraźni...
no właśnie, nie mam. pewnie dlatego szybko tracę orientację w terenie. choć ostatnio, zamiast biec naprzód, wolę pozostać w bloku startowym.
książka małgorzaty saramonowicz siostra, to z pewnością jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam. i pewnie jeszcze przez jakiś czas będę po niej dochodzić do siebie.
ludzie boją się prawdy, bo jest dla nich niewygodna i odgradzają się od niej grubym murem. niektórzy mają także wąską optykę i widzą tylko czubek własnego nosa. ale chyba najsmutniejsze jest to, że w obliczu problemów, ktoś, kogo uważaliśmy za osobę dojrzałą, pokazuje oblicze dziecka i w złości zaczyna rzucać zabawkami.
wiadomość od e. jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tych przekonaniach. i pokazała zarazem jak bardzo dziś różnię się od niej, choć jeszcze do niedawna nazywałam ją osobą bardzo mi bliską. bo powiedzmy to sobie szczerze: nigdy nie była moją przyjaciółką.
wiadomość od e. prosi, abym określiła się, czy będę obecna w kwietniu 2010 roku na jej ślubie i weselu.
odpowiadam. moja odpowiedź ma 7 970 znaków.
oddycham z ulgą i idę robić sałatkę grecką.
------------------------------------------------------------- nie chce mi się. pracować. myśleć o rozwoju i życiu zawodowym. jak słyszę, że ktoś realizuje się poprzez pracę, nie wierzę.
----------------------------------------------------------- nowa płyta chalotte gainsbourg, IRM plus pustki, kalambury
do niedawna myślałam, że najbardziej skomplikowanymi relacjami w moim życiu były te z mężczyznami. a przecież właśnie w nich wszystko od początku do końca było jasne i czytelne. od a do z. już na samym starcie wiedziałam, co czeka mnie na mecie. i tylko udawałam, że nie wiem, bo nie chciałam tego wiedzieć.
teraz jestem skłonna przyznać, że z kobietami wiedzie mi się dużo gorzej.
czasami mam koślawe pismo. litery tańczą w takt tylko sobie znanej melodii. wykonują dziwne sekwencje kroków albo kręcą się w kółko bez opamiętania. bazgrzę więc po papierze szybkimi ruchami, drapiąc i gryząc jego cienką fakturę niczym ciało, które nagle przestało mi się podobać.
wiem, że powinno wystarczyć tylko to jedno zdanie: przykro mi, coś się we mnie wypaliło. wiem, że jedno zdanie nie wystarczy. tak czy inaczej, pora już odejść, zamknąć drzwi.
w przypadku małgorzaty było tak: któregoś dnia wzięłam nożyczki, przecięłam nitkę w niebieskim swetrze, który zrobiła dla mnie na drutach i zaczęłam go pruć. trochę to trwało; po drodze musiałam przestać kochać, uwolnić się od poczucia winy (coś jest ze mną nie tak, skoro mnie zostawiła), przestać nienawidzić i w końcu wybaczyć. nawet nie przyszło mi do głowy, by zapomnieć. wiadomo, że nie zapomnę nigdy.
w przypadku e. jest inaczej. nawet nie chodzi o to, że nie mam zamiaru pruć zrobionego przez nią swetra. idzie o to, że on niby na mnie pasował, ale jakoś nie potrafił we mnie wrosnąć. a kiedy poczułam na skórze drapanie wełny, wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić.
ale to takie trudne. zamknąć po 10 latach noszenia sweter na dnie szafy. i już nigdy więcej go nie założyć.
The world poured back and forth
between their eyes once or twice
(Anne Carson)
Coś tam we mnie i burza tego dnia
Urywa się w progu, który przestępujesz
Z nieaktualnym uśmiechem na poprzedniej
Twarzy, z blaskiem południowego słońca
Na wieczornym czole.
I w oku zamarzają rzęsiste krople
Deszczu jak wypieszczone w morzu
Kawałki szkła i wszystko zaraz się rozpuści
Jak kolorowe masło, w mgnieniu
Słońca, w trzaśnięciu zamykanych drzwi, w szczerym
Wspomnieniu powietrza sprzed deszczu,
W nadziei na nowy blask. Pół ciebie tam,
Pół tu, a wchodząc masz za sobą błyskotliwą
Armię lustrzanych zajączków, wypuszczasz je
Na momentalny rekonesans.
Nie da się ich złapać. Moje gesty
Odzwierciedlają twój chwilowy taniec,
Symetria na wieki wieków, tak
Myślimy, a słońce zachodzi nam na progu
Gdzie moglibyśmy czasem
Się spotkać spotkać spotkać.
(j. fiedorczuk, przejście [w:] bio)
od rana wiedziałam, że to nie będzie dobry dzień. wszystko leciało mi z rąk, teksty nijak nie chciały się pisać, miałam ochotę wysłać maila do redakcji, że mam gdzieś deadline, że chcę wejść pod kołdrę z książką i tak już zostać do wieczora. pod kołdrę co prawda nie weszłam, ale i tak zrobiłam sobie wolne i na razie nie myślę, co czeka mnie w poniedziałek i wtorek, kiedy będę tonąć w literach.
kolejny już wieczór zaklinam gorącą czekoladą, blaskiem świec, płytą sleepwalk duetu kucz/kulka.
nic nie smakuje tak dobrze jak oliwa truflowa z bagietką.